Serwis Rock Shox RS-1

Serwis Rock Shox RS-1

Serwis Rock Shox RS-1 1024 703 SerwisBAJKA.pl

Rock Shox RS-1 nie jest najlepszym amortyzatorem, który można kupić w jego przedziale cenowym. Relatywnie wysoka masa, kłopoty przy wkładaniu koła (po zdjęciu zacisku golenie obracają się niezależnie od siebie), konieczność posiadania specjalistycznych narzędzi do serwisu, nienajlepsza sztywność. Dlaczego więc znajdują się nabywcy węglowego potwora? RS-1 dzięki swej konstrukcji zapewnia wysoką płynność pracy, ma dobrze działającą blokadę i… pozwala wyróżnić się z tłumu SIDów oraz FOXów. Produkt koncernu SRAM to taki amerykański muscle car – jeśli wydaje Ci się, że umiesz nim jeździć on w najmniej oczekiwanym momencie pokaże Ci rogi.

Widelec, który do nas trafił miał przejść pełen przegląd. Właściciel chciał także, aby założyć mu manetkę i przewód od blokady, ponieważ stary kabel poprzedni użytkownik… obciął tuż nad golenią. Jak wygląda serwis tego niecodziennie spotykanego produktu gdy oddajecie go w nasze ręce?

Zaczynamy od spuszczenia powietrza z komory oraz odkręcenia śruby, która znajduje się u góry goleni. Po odbiciu szaftu możemy wysunąć całą dolną goleń. W celu odkręcenia nakrętki pozostałej w górnej goleni nakrętki, musimy posiłkować się specjalnym narzędziem Rock Shox, a także kluczem nasadowym 30 mm. My używamy najlepszych możliwych kluczy amerykańskiej marki Abbey Bike Tools, dzięki którym nie musimy się martwić o delikatne, aluminiowe części. Sama komora powietrzna wygląda analogicznie jak w pozostałych amortyzatorach tej marki i do jej otwarcia będziemy potrzebowali szczypców do pierścieni Segera. Pamiętamy o spuszczeniu powietrza z komory negatywnej i wysuwamy wnętrzności. Wymieniamy o-ringi i smarujemy smarem PM-600 Military Grease. Po odkręceniu nakrętki z zaworem powietrza sprawdzamy ilość tokenów, oraz konfrontujemy ją z potrzebami Użytkownika.

To istotna sprawa, o której niektórzy zapominają. Niezwykle często serwisujemy (które wielokrotnie odwiedzały różne warsztaty) amortyzatory, które posiadają fabrycznie zainstalowane 2 tokeny, a Właściciel w żadnym wypadku nie potrzebuje tak mocno skompresowanej komory powietrznej. Tego typu rozwiązanie nie jest niczym nowym – komora o zmiennej objętości pojawiła się już w pierwszym SIDzie w roku 1998, przy czym można było ją regulować płynnie.

Tłumik znajdujący się w drugiej goleni jest znacznie bardziej skomplikowany. Cały kartridż wykręcamy znów za pomocą dedykowanego klucza, a w naszym przypadku mogliśmy także zdemontować obciętą część przewodu hydraulicznego. Tłumik rozkręcamy za pomocą kluczy płaskich, przy czym używamy najlepszych możliwych narzędzi, aby nie uszkodzić delikatnego (!) aluminium. Po zlaniu starego oleju i wymianie uszczelek możemy przystąpić do montażu całości. Wlewamy precyzyjnie odmierzoną ilość nowego oleju (Rock Shox 5WT) po czym wsuwamy szaft do środka tak, aby wystawał na 50 mm. Tak przygotowany kartridż zamykamy od góry, a powietrze i nadmiar oleju wydostają się przez właściwe otwory. Operacji tej dokonujemy na podłączonej manetce – po zainstalowaniu nowego przewodu musimy ją jeszcze odpowietrzyć.

W odróżnieniu od układów znanych z damperów czy sztycy Reverb, w przypadku amortyzatora Rock Shox RS-1 używamy tylko jednej strzykawki, co jest nieco bardziej pracochłonne. Korzystamy tylko i wyłącznie z oleju Rock Shox Reverb, a aby pomóc sobie w odpowietrzeniu całości możemy wyjąć tłok strzykawki i pracować dźwignią manetki – to znacznie szybsze i przyjemniejsze rozwiązanie. Golenie górne dokładnie czyścimy wewnątrz, po czym odpowiednim smarem Rock Shox smarujemy ślizgi i uszczelki kurzowe. Do środka wlewamy po (wg oficjalnego manuala) 10 ml oleju Rock Shox 15WT. Doświadczenie podpowiada, że możemy użyć go kilka ml więcej. Wszystkie połączenia gwintowane skręcamy przy użyciu skalibrowanych, elektronicznych kluczy dynamometrycznych z dokładnością do 0,1 Nm. Po napompowaniu i wyregulowaniu zgodnie z preferencjami Właściciela, widelec jest gotów do jazdy.

4 komentarze
  • Michał 28 czerwca 2019 at 09:44

    W sumie mam tylko uwagę do komentarza o tokenach. W jaki sposób serwis może wiedzieć jakie są preferencje właściciela? Osobiście jestem 64kg szczypiorem i jazda Rebą bez tokenów to była mordega. Albo dużo wiatru w komorze i nieczułe drewno, które nie dobija, albo komfort ale co i rusz dobicie, aż zęby bolały. Dopiero po aplikacji 2,5 tokena mam komfort + sensowna progresję + brak dobijania na byle czym.
    Dobranie odpowiedniej liczby tokenów to dość pracochłonna sprawa i decydują tutaj upodobania właściciela.

    • Serwis Bajka 28 czerwca 2019 at 09:57

      Nasza obsługa serwisowa nie kończy się na wydaniu amortyzatora. Tak jak piszesz – najczęściej dobór tokenów jest czasochłonny, wymaga objeżdżenia nowych ustawień. Montaż/demontaż tokena trwa chwilę i każdy, kto serwisuje u nas swój widelec po objeżdżeniu nowych ustawień może wrócić na bezpłatną korektę. Chodzi nam o to, że często Użytkownikami amortyzatorów są osoby mniej świadome pod kątem technicznym i kiedy widzimy, że mają zainstalowaną fabryczną ilość tokenów trzeba zwrócić uwagę, że takie ustawienie niekoniecznie jest dla nich optymalne.

      Naprawdę wiele serwisów tego nie robi, a z naszych doświadczeń wynika, że większość riderów jest zadowolona ze wspólnie wypracowanych ustawień, a nie fabrycznej konfiguracji.

      • Michał 28 czerwca 2019 at 10:25

        Jasne rozumiem o co chodzi. Wiele razy spotkałem się po prostu z opinią, że jak ktoś jest lekki to tokenów nie potrzebuje co jest zwyczajnie bzdurą bo tokeny mają zmieniać charakterystykę sprezyny, a nie (jak wielu myśli) dodatkowo utwardzać widelec. Niestety i z takimi poradami się spotykam: lekka osoba=brak tokenów.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: