Serwis Rock Shox Boxxer

Serwis Rock Shox Boxxer

Serwis Rock Shox Boxxer 1024 618 SerwisBAJKA.pl

Zawsze lubiliśmy patrzeć na to, jak ewoluowały maszyny do szeroko rozumianego zjazdu. Pamiętacie Johna Tomaca, wyścig Kamikaze i jego rower z szosowym barankiem? A może amortyzator Rock Shox Judy DH o skoku 80 mm bądź dwupółkowy DHO legitymujący się ugięciem o wartości 101 mm? System Shimano Airlines wykorzystujący sprężone powietrze do zmiany biegów, Scott Octane DH z przedłużonym siodłem, polski Karpiel Armageddon lub GT Lobo DH – cuda techniki lat minionych i poligon doświadczalny dla wielu innych rowerów. Downhillowe maszyny mają najczęściej jeden wspólny mianownik – do serwisu trafiają wtedy, gdy nie działa w nich już właściwie nic.

Dzisiejszy wpis – serwis Rock Shox Boxxer – to przyczynek do nieco szerszego spojrzenia na rowery o dużym skoku, szerokich oponach i kapitalnej prezencji. Canyon Torque FRX trafił do nas z niedziałającym amortyzatorem, zapowietrzonymi hamulcami, zużytymi łożyskami, jednym słowem – do generalnego remontu. Zaczęliśmy od jednego z najsłynniejszych widelców do zjazdu, czyli utytułowanego Boxxer’a. Jak to bywa w tym podobnych przypadkach posiadał sparciałe uszczelki, zapieczone regulatory i był zblokowany. Wymagał pełnego serwisu, a zaczęliśmy od nabicia nowych uszczelek olejowych oraz kurzowych. Następnie rozebraliśmy na czynniki pierwsze pokrętła, wyczyściliśmy i nasmarowaliśmy ruchome elementy.

W komorze powietrznej zostały wymienione wszystkie o-ringi, do drugiej lagi po wymianie uszczelek wlaliśmy nowy, zalecany przez Rock Shox olej. Uszczelki kurzowe nasmarowaliśmy lekkim smarem Slick Honey – to wrażliwy element ciężkich dwupółkowców. Gęstsze smary potrafią „zamulić” pracę amortyzatora i warto użyć tu właściwej chemii. Na koniec pozostało już tylko skręcić wszystkie śruby przy użyciu klucza dynamometrycznego i wyregulować widelec pod preferencje Właściciela.

Tylna piasta wymagała wymiany wszystkich łożysk oraz konserwacji bębenka. W tym przypadku skorzystaliśmy z prasy Park Tool oraz smaru do zapadek Shimano. Jest niezbyt gęsty, nie zakleja mechanizmu bębenka i wykazuje dużą odporność na brud. Kończąc pracę przy kołach wyprostowaliśmy jeszcze tarcze hamulcowe, bardzo pomocny jest wówczas czujnik zegarowy pozwalający na precyzyjne operowanie stosownym narzędziem. Czyszczenia i smarowania wymagała mufa suportu, do której dostępu zazdrośnie i do ostatniej chwili bronił napinacz łańcucha. Finalnym elementem układanki był delikatny tuning. Zgodnie z życzeniem Właściciela założyliśmy pasujące kolorem przewody hamulcowe, a następnie przelaliśmy i odpowietrzyliśmy oba układy.

Na zakończenie rower nabrał barw dzięki lekkim śrubom brytyjskiej marki Pro-Bolt, które znalazły się w miejscach nie narażonych na duże obciążenia. Pewnym zgrzytem w tym modelu Canyona jest profilowanie wahacza w okolicy tylnej przerzutki. Aby nie obijała o rurki (i zrzucanie na mniejsze tryby kasety w ogóle było możliwe) wymaga znacznego odchylenia górnego kółka od zębatek przez co cierpi precyzja zmiany biegów. Szkoda, choć przymykając na to oko należy przyznać, iż rower jeździ oraz prezentuje się… doskonale.

Dodaj komentarz